niedziela, 20 kwietnia 2014

Opowiadanie. " Alison's life" part 1.

- Wstałaś? Chodź na śniadanie - mama Alison wkroczyła do pokoju córki - ten stanik do tej bluzki? - zapytała, gdy ujrzała dziewczynę stojącą w samej bieliźnie przed lustrem z białą bluzeczką w ręce.
- Mamo... Możesz wyjść? - zapytała zirytowana, po czym wskazała mamie drzwi.
Kiedy została sama, spojrzała w odbicie. Brązowożółte oczy przykuwały uwagę. Kasztanowe włosy zwisały aż do bioder. Biustonosz ledwo utrzymywał wydatne piersi. Brzuch mimo wciągnięcia i tak odstawał. Koronkowe majteczki lepiej wyglądały w sklepie niż na jej wielkiej pupie. Długie nogi byłby w porządku, gdyby nie spoczywający na nich tłuszcz. Ubrała bluzkę bez rękawów, ale zaraz narzuciła sweter, żeby nie było widać nieładnych ramion. Wcisnęła się w jeansy i spojrzała na ekran telefonu. Nic. Nałożyła tusz na rzęsy i błyszczyk na kształtne usta, po czym udała się do jadalni.
- Znowu w makijażu - skomentowała mama.
Ali przewróciła oczami,wzięła kanapki i wróciła do swojego pokoju. Zauważyła, że komórka miga. Dostała SMS-a, w końcu. " Hej, dzisiaj nie pójdziemy razem, jadę z tatą" - przeczytała w myślach, a potem szeptem i cały entuzjazm opadł, a ona tak czekała na tę wiadomość. Wiadomość od o rok starszej Sutton. Miała iść z nią do szkoły, bo mieszkają na jednym osiedlu. Zdziwiła się, że taka dziewczyna jak Sutt mogła iść z nią, grubą Alison, do szkoły, czy gdziekolwiek się pokazać, ale widocznie to były tylko żarty. Ona z tatą... jasne. Zwróciła wzrok na nadgryzione kanapki i wyrzuciła je do śmietnika. Ubrała buty, wzięła plecak i pożegnawszy się z mamą, wyszła do szkoły. Szła szybkim krokiem, słuchając muzyki i powtarzając sobie jak bardzo nienawidzi swojego wyglądu. Weszła do szkoły i ogarnął ją znajomy gwar rozmów i śmiechów. Zapowiada się świetny poniedziałek... Przeciskając się między uczniami, szła w stronę swojej szafki. Ujrzała przy niej znajomą postać i poczuła dziwne uczucie w środku i szybsze bicie serca.
- Cześć - przywitała ją Sutton, uśmiechając się i odsłaniając idealnie równe i białe zęby.
Krótkie blond włosy zakręciła. Delikatny makijaż sprawił, że wyglądała niezwykle radośnie, ale ona zawsze była radosna. Wydatny biust dopasował się do płaskiego brzucha, który było widać w niebieskiej opiętej bluzce, która podkreślała także idealną talię. Czarne rurki eksponowały długie, szczupłe nogi dziewczyny. Nowe, długie, fioletowe Conversy przykrywały stopy, z na pewno perfekcyjnie pomalowanymi paznokciami. Na prawej ręce miała granatowy zegarek i kilka rzemyków. Brzoskwiniowy lakier został nałożony bez niedociągnięć.
- Hej - odpowiedziała Alison, zastanawiając się dlaczego Sutt przyszła tu, skoro jej szafka, jest w innym miejscu.
- Przepraszam, że cię wystawiłam, ale za późno wstałam, może za to razem wrócimy. Ile masz lekcji?
- 8, ale nie idę na w-f, bo źle się czuję, a ty? - Ali dobrze, wiedziała, dlatego postanowiła napisać zwolnienie z wychowania fizycznego.
- 7, więc akurat - uśmiechnęła się, ukazując słodkie dołeczki - to poczekaj na mnie na dole.
- Pewnie - odpowiedziała dziewczyna wpatrując się w błękitne oczy koleżanki.
- To do później- powiedziała Sutton i udała się w stronę swojej klasy, a Alison nie spuściła z niej wzroku, dopóty, dopóki dziewczyna nie weszła na piętro.
Musiała wrócić do rzeczywistości. Znalazła klucz w kieszeni, jednak wyjmując go wypadł jej paragon ze sklepu. Niestety to nie ona podniosła go pierwsza.
- Kinderki, zupka chińska, żelki Haribo - mówiła podniesionym tonem Madelaine - teraz już wiadomo skąd te wałeczki tłuszczu - zaśmiała się, wraz z nią uczniowie stojący przy szatniach.
Ali przeklnęła pod nosem i zlekceważyła tę uwagę, i tak nie miała w jaki sposób dogryźć Maddie. Miała długie jasne włosy. Twarz bez jednego pryszcza. Oraz sylwetkę godną pozazdroszczenia, ale nie była tak piękna jak Sutton, w ogólnie nikt nie dorówna Sutton. Alison zamknęła szafkę i szybko udała się do klasy. Usiadła na swoim miejscu, wyjęła podręcznik i zeszyt. Spojrzała na fałdki siedzące na jej brzuchu. Chwyciła gumkę recepturkę spoczywającą na jej nadgarstku, pociągnęła do góry i... puściła. Tego bólu potrzebowała.


4 komentarze:

  1. Fajne opowiadanie. Dobrze piszesz, wciągające.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie opowiadanie! Lubię historie w tego typu klimacie, świetnie odpowiadają mojemu nastrojowi, uczuciu do swojego ciała...W ogóle blog bardzo przypadł mi do gustu i będę tu wchodziła dosyć często. A teraz serdecznie zapraszam na 2 rozdział do nas: http://athenslunaticasylum.blogspot.com/
    ~Kamila.
    Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej :c
    cudne opowiadanie! *.*

    Obserwuję (jeśli spodoba Ci się mój blog, również go zaobserwuj,sprawi mi to wielką radość)
    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne opowiadanie. Takie prawdziwe. Czekam na kolejne części! Pisz dalej! ♥

    OdpowiedzUsuń